Spacer po Wrocławskim Rynku

Spacer po Wrocławskim Rynku

3

Zwiedzanie Stolicy Dolnego Śląska, zaczynamy niemal tradycyjnie w rynku.

Otoczony z czterech stron kamienicami tworzy niesamowity klimat spokoju i harmonii.

2

Historia wrocławskiego Rynku rozpoczyna się w XIII wieku, tuż po opuszczeniu przez Tatarów Śląska. Skośnoocy najeźdźcy spalili i obrabowali wszystko co wpadło w ich ręce.

Przerażeni mieszkańcy ówczesnego Wrocławia uciekli na Ostrów Tumski. Wyspa się obroniła, według legendy, dzięki błogosławionemu Czesławowi. Gród, który był poza granicami wyspy jednak spłonął. Trzeba było zaczynać wszystko od początku. Wtedy pojawił się u księżnej Anny człowiek, który obiecał jej zbudowanie nowoczesnego, jak na tamte czasy, miasta. Taki człowiek w średniowieczu nazywał się lokatorem. Lokator wytyczył plac w kształcie prostokąta, który miał być reprezentacyjnym centrum miasta, czyli Rynkiem. Dodatkowo wytyczono mniejszy plac Solny oraz jedenaście ulic wychodzących z Rynku. Mieszczanom bardzo zależało na dużej liczbie ulic wychodzących z Rynku, gdyż to oznaczało, że miasto jest ważne. Na Rynku mieszkali ludzie bogaci i mający wpływ na to, co się w mieście dzieje. Stawiali coraz większe domy z coraz piękniejszymi fasadami, czyli przednimi ścianami budynków. Jeżeli mieli pieniądze dokupywali sąsiednie budynki i przebudowywali swoje domy w większe i robiące lepsze wrażenie.

Rynek służył jako miejsce handlu, zapełniony był przeróżnymi kramami, budami i ławami. Handlowali tutaj zarówno rzemieślnicy, którzy pracą własnych rąk wytwarzają przedmioty codziennego użytku na przykład buty, paski, noże, garnki i kosze, jak i rolnicy, którzy hodują rośliny i zwierzęta. Ze względu na te różnorodność rynek został podzielony na miejsca, gdzie można było kupić konkretne produkty. I tak słodycze sprzedawano na północnej stronie Rynku, a zboże u zbiegu ulic Świdnickiej i Oławskiej. Na Rynku można było również kupić rzeczy sprowadzane z dalekich krajów jak jedwab, suszone figi, granaty, korzenie, czy włoskie wino.

Spacer po Wrocławskim rynku zaczniemy z lotu ptaka.

Przy rynku znajdują się dwa kościoły, na których wieże można bez problemu wejść i cieszyć oczy widokiem.

4

Pierwszy, kościół Garnizonowy, mieści się tuż przy zabytkowych kamieniczkach Jaś i Małgosia. Wieża kościoła mierzy 90 metrów wysokości, a na sam jej szczyt prowadzą kręte schody, otoczone grubym na trzy metry murem. Z góry rozpościera się widok na panoramę Wrocławia, widać Odrę, rynek oraz uliczki wokół centrum, jak również dalsze rejony miasta w tym wieżowiec Sky Tower, katedrę na Ostrowie Tumskim czy gmach Uniwersytetu Wrocławskiego.

wroclaw-12-powodow-zeby-tu-zamieszkac

Wrocław z lotu ptaka można zobaczyć również z wież kościoła św. Marii Magdaleny, a dokładniej z Mostu Pokutnic. To ciekawe miejsce – jedyny most we Wrocławiu, który nie znajduje się nad wodą, a między dwiema wieżami, 45 metrów nad ziemią. Widok z góry jest nieco gorszy, niż z wieży kościoła Garnizonowego, ale pewne braki nadrabia samo wnętrze kościoła oraz droga prowadząca na mostek.

Idąc do góry, mijamy stare komnaty, meble, rekwizyty przypominające o historii. Z samym mostem wiążą się również legendy mówiące, że palono na nim czarownice oraz nierządnice. Spacer w górę uruchamia więc wyobraźnię, a sam Most Pokutnic jest piękny, choć był wielokrotnie odbudowywany. Nie raz pochłonął go ogień, w trakcie II Wojny Światowej został zniszczony przez wybuch. W obecnej wersji został odbudowany dopiero na przełomie XX i XXI wieku.

fontanna-na-rynku-wroclaw-548x367_c

Stąpając twardo po ziemi nasz spacer rozpoczniemy  przy fontannie na zachodniej stronie Rynku. Zaraz koło fontanny na bruku zauważysz kwadrat wyznaczony innym rodzajem kostki. Wskazuje on miejsce, gdzie stała Waga Miejska. Z powstaniem Wagi wiąże się legenda.

„ Mieszkał we Wrocławiu bogaty i dobry kupiec. Miał liczną grupę uczniów. Z okazji Bożego Narodzenia dał im w prezencie nowe ubrania i buty. Dziś dzieci nie lubią otrzymywać ubrań na Gwiazdkę, ale w tamtych czasach mało kogo było stać na nowe ubranie. Uczniowie na co dzień nosili wielokrotnie przerabiane i cerowane stare spodnie i koszule, a wielu chodziło boso. Dlatego bardzo ucieszyli się z prezentu. Postanowili się odwdzięczyć jak potrafili. Ubrali się w nowe stroje i stanęli szpalerem u wejścia do kościoła, gdy ich mistrz z żoną udawali się na nabożeństwo. Nie wiedzieli ile kłopotu narobią swojemu mistrzowi. Rada Miejska oskarżyła kupca o obnoszenie się własnym bogactwem i za karę kazała wybudować Wagę Miejską.”

Po co Waga Miejska?

 Wyobraź sobie, że jesteś rolnikiem, który wyhodował zboże, zebrał je i przywiózł na wozie do miasta. Zapewne chciałbyś wiedzieć, ile go przywiozłeś, po to aby wiedzieć ile możesz dostać za nie pieniędzy. W dawnych czasach jednak nie było znanych nam dziś kilogramów (zostały wprowadzone w XIX wieku) tylko miary ustalone przez miasta.  Podstawową miarą był garniec. Niestety garniec garncowi nie równy i pojawiały się konflikty. Stąd nakazano, by w mieście był Dom Wagi, gdzie przechowywano wzór miary.

Rząd kamienic po jednej stronie placu nazywamy pierzeją. Za twoimi plecami jest zachodnia pierzeja zwana Stroną Siedmiu Elektorów – od nazwy jednej z kamienic. Wszystkie kamienice na Rynku miały swoje nazwy, zamiast numerów. Dzięki temu łatwiej było je rozpoznawać.

Pod numerem Rynek 2 znajdziesz kamienicę Pod Gryfami. Gdy spojrzysz wysoko w górę, zauważysz, że szczyt budynku ozdobiony jest licznymi dużymi zwierzętami. Czy wiesz, które z nich to gryfy? Gryf to mityczne zwierzę o łapach lwa, a głowie i skrzydłach orła. Miało ono zamieszkiwać wysokie góry i być bardzo niebezpieczne dla ludzi.

Kamienica numer 5, gdzie znajduje się Dwór Polski skrywa tajemnicę. Przyjrzyj się dokładnie oknom, a może ją odkryjesz. Jedno z okien nie jest prawdziwe, tylko …namalowane. Czy wiesz już które?

Kamienica pod Złotym Słońcem, pod numerem Rynek 6, ozdobiona jest uśmiechniętym otoczonym promieniami słońcem. Wejdź do środka, a znajdziesz się w pasażu, krytym szklanym dachem. Zajrzyj przez balustrady w dół. Zobaczysz mury stojących tutaj w XII wieku domów mieszczańskich oraz studnię.

Po co w domu studnia? W tamtych czasach nie było w domach bieżącej wody z kranu, trzeba ją było nosić z rzeki lub wyciągać z własnej studni. Oczywiście nie robili tego właściciele kamienicy tylko ich służący. Ciekawostką jest, że studnia ta oraz widoczne obok mury były kiedyś na poziomie ulicy. Jak to się stało, że są teraz w piwnicy? Być może trudno jest Ci w to uwierzyć, ale przez stulecia ludzie wyrzucali śmieci i wszelkie nieczystości na ulicę. W ten sposób poziom rynku się podniósł i tam, gdzie dawniej było pierwsze piętro musiano wybić drzwi wejściowe. Zaś studnia znalazła się w podziemiach. Podziemi jest z resztą więcej. Pod każdą kamienicą jest wiele pięter piwnic. Trzymano w nich jedzenie oraz pokruszony lód z rzeki. Dzięki temu piwnice służyły latem za lodówki. Znaleziska archeologów z kamienicy pod Złotym Słońcem pokazują też, że w piwnicach niektórych domów były też sejfy, gdzie trzymano pieniądze i kosztowności.

Koło Kamienicy pod Złotym Słońcem, znajduje się Kamienica pod Błękitnym Słońcem oraz Kamienica pod Siedmioma Elektorami. Kiedy do Wrocławia przyjeżdżali cesarze, te trzy kamienice łączono ze sobą przebijając przejścia między nimi. W ten sposób tworzono wielką wygodną rezydencję dla cesarskiego dworu. Gdy wyjeżdżali otwory zamurowywano.

Na rogu Rynku i placu Solnego znajduje się duży budynek banku, który nie pasuje do sąsiadujących  nim kamienic. Zbudowano go 80 lat temu w miejscu kilku wyburzonych domów. W owym czasie była moda na budynki wykonane z betonu, przypominające wieżowce. Dlatego budynek nie pasuje do otoczenia. Nie oznacza to jednak, że nie jest ciekawy. Gdy przyjrzysz się wejściu zobaczysz, że ozdobiony jest postaciami ludzi pracujących. Są oni w nietypowych pozach, bo udających styl rysunków z egipskich piramid.

Znajdź:

  • kota,
  • klucz,
  • koszyk,
  • skrzynkę pocztową,
  • kołyskę

 

Przy budynku jest również bankomat dla krasnoludków.

 

Pierzeja południowa Rynku zwana Pierzeją Złotego Pucharu również kryje ciekawe tajemnice. Pod numerem 22 znajdziesz Kamienicę Pod Złotym Dzbanem. Z kamienicą wiąże się legenda, która tłumaczy jej nazwę. Otóż w bardzo odległych czasach prasłowianie posiadali piękny złoty puchar, który miał magiczne właściwości. Dzięki niemu ludziom żyło się dobrze i dostatnio. Dzban jednak w zawierusze wojennej został rozbity, a jego fragment przekazywany był w pewnym rycerskim rodzie, który miał dom na Rynku we Wrocławiu. Dzięki temu maleńkim okruchowi rodzina żyła w bogactwie. Młody rycerz Zbyszko zakopał ten fragment w piwnicy swojego domu, zanim wybrał się na wojnę z Tatarami. Zginął w bitwie pod Legnicą, a razem z nim wiedza o tym, gdzie jest ukryty kawałek złotego dzbana. W jej podwórcu w średniowieczu stał browar i było wejście do tunelu, który biegnie do dziś pod Rynkiem, do Piwnicy Świdnickiej w Ratuszu. Dawniej służył do transportu beczek z piwem z browaru do karczmy, która była od wieków w Piwnicy Świdnickiej. Stąd zagadka, która wykorzystywana była w XVII wiecznym quizie: „gdzie we Wrocławiu wóz nad wozem przejeżdżać może?” Od ponad 100 lat kamienica ma już inne przeznaczenie, sprzedawane są w niej pyszne słodkości. Jeżeli chcecie zobaczyć początkowy odcinek tunelu wystarczy zejść do podziemnej części mieszczącej się w kamienicy kawiarni.

 

Kamienicę pod Złotym Pucharem znajdziecie pod numerem 26/27/28. Dlaczego taki dziwny numer? Otóż bogaci wrocławianie kupowali kilka budynków i łączyli je w jeden wielki. Tak było też w przypadku tej kamienicy. Nad wejściem z łatwością znajdziesz pierwszy złoty puchar, ale czy znajdziesz też drugi?

Plac służył nie tylko kupcom. Po wschodniej stronie Rynku  koło Ratusza znajdziesz pręgierz, do którego przywiązywano osoby, które coś nabroiły.

Przy pręgierzu wykonywano karę chłosty. Czasami kara polegała tylko na byciu przywiązanym do pręgierza lub przykutym za pomocą kajdan w dość niewygodnej pozycji. Dodatkową karą było rzucanie zgniłym jedzeniem, a nawet kulkami końskiego łajna przez zgromadzonych na placu ludzi. Za co stawiano przy pręgierzu? Głównie za pijaństwo, chuligaństwo i awantury. W innym miejscu Rynku stała w XVI wieku żelazna klatka zwana klatką błaznów. Zamykano w niej osoby, które się źle zachowywały. Jedną z osób, które tam trafiły była kobieta, która chodziła po Rynku w …spodniach! W tamtych czasach kobietom nie wolno było zakładać stroju uważanego za męski.

 

Wschodnia pierzeja Rynku zwana jest Stroną Zielonej Rury. W  jej połowie odchodzi niewielka uliczka Kurzy Targ, gdzie pod numerem 5 znajdziesz kamienne, łukowate przejście. Spójrz na szczyt przejścia. Znajdziesz tam dość dziwną datę oraz znaczek złożony z kilku kresek. Znaczek ten to gmerk – w ten sposób podpisywali się mistrzowie kamieniarscy pod swoimi dziełami. Kiedy mistrz ten postanowił się pochwalić swoją robotą? Czy umiesz przeczytać datę? Trudność stanowi dziwna cyfra przypominająca przeciętą u dołu cyfrę 8. W ten sposób zapisywano kiedyś cyfrę 4.

 

W sąsiednim budynku znajdziesz Muzeum Farmacji, gdzie wśród czaszek i bulgoczących mikstur można dowiedzieć się czym parali się alchemicy. Zaś na piętrach kamienicy znaleźć można śmiesznego gada do produkcji korków, tajemniczą dziurę w podłodze, wagi, mikroskopy i dziesiątki małych szufladek. W budynku tym od XIII wieku do połowy XX była apteka!

 

Na rogu Rynku i ulicy Wita Stwosza jest Kamienica pod Złotym Psem. Nie trudno ją rozpoznać, gdyż nad wejściem znajdziesz płaskorzeźbę złotego psa. Kamienica ta została tak mocno uszkodzona podczas II Wojny Światowej, że rozebrano ją po wojnie. To co dziś widzimy to rekonstrukcja na podstawie zachowanych zdjęć i obrazów.

Bardzo słodką nazwę ma północna strona Rynku – Targ Łakoci. W średniowieczu handlowano tutaj słodyczami i pieczywem. Pod numerem 44 znajdziesz Kamienicę pod Złotym Jeleniem, ale to nie jedyna złota kamienica z tej strony Rynku.

Na środku Rynku stoi niezwykłej piękności budynek Starego Ratusza, który kryje tyle tajemnic i opowiada tak ciekawe historie, że poznamy go podczas kolejnej wycieczki, na którą już teraz zapraszam.

Informacje do trasy zaczerpnęłam częściowo z książki „Wrocław, jakiego nie znacie”, autorstwa Wojciecha Chądzyńskiego, którą polecam wszystkim miłośnikom naszego miasta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *