Spacer po Wrocławskim Rynku

Spacer po Wrocławskim Rynku

3

Zwiedzanie Stolicy Dolnego Śląska, zaczynamy niemal tradycyjnie w rynku.

Otoczony z czterech stron kamienicami tworzy niesamowity klimat spokoju i harmonii.

2

Historia wrocławskiego Rynku rozpoczyna się w XIII wieku, tuż po opuszczeniu przez Tatarów Śląska. Skośnoocy najeźdźcy spalili i obrabowali wszystko co wpadło w ich ręce.

Przerażeni mieszkańcy ówczesnego Wrocławia uciekli na Ostrów Tumski. Wyspa się obroniła, według legendy, dzięki błogosławionemu Czesławowi. Gród, który był poza granicami wyspy jednak spłonął. Trzeba było zaczynać wszystko od początku. Wtedy pojawił się u księżnej Anny człowiek, który obiecał jej zbudowanie nowoczesnego, jak na tamte czasy, miasta. Taki człowiek w średniowieczu nazywał się lokatorem. Lokator wytyczył plac w kształcie prostokąta, który miał być reprezentacyjnym centrum miasta, czyli Rynkiem. Dodatkowo wytyczono mniejszy plac Solny oraz jedenaście ulic wychodzących z Rynku. Mieszczanom bardzo zależało na dużej liczbie ulic wychodzących z Rynku, gdyż to oznaczało, że miasto jest ważne. Na Rynku mieszkali ludzie bogaci i mający wpływ na to, co się w mieście dzieje. Stawiali coraz większe domy z coraz piękniejszymi fasadami, czyli przednimi ścianami budynków. Jeżeli mieli pieniądze dokupywali sąsiednie budynki i przebudowywali swoje domy w większe i robiące lepsze wrażenie.

Rynek służył jako miejsce handlu, zapełniony był przeróżnymi kramami, budami i ławami. Handlowali tutaj zarówno rzemieślnicy, którzy pracą własnych rąk wytwarzają przedmioty codziennego użytku na przykład buty, paski, noże, garnki i kosze, jak i rolnicy, którzy hodują rośliny i zwierzęta. Ze względu na te różnorodność rynek został podzielony na miejsca, gdzie można było kupić konkretne produkty. I tak słodycze sprzedawano na północnej stronie Rynku, a zboże u zbiegu ulic Świdnickiej i Oławskiej. Na Rynku można było również kupić rzeczy sprowadzane z dalekich krajów jak jedwab, suszone figi, granaty, korzenie, czy włoskie wino.

Spacer po Wrocławskim rynku zaczniemy z lotu ptaka.

Przy rynku znajdują się dwa kościoły, na których wieże można bez problemu wejść i cieszyć oczy widokiem.

4

Pierwszy, kościół Garnizonowy, mieści się tuż przy zabytkowych kamieniczkach Jaś i Małgosia. Wieża kościoła mierzy 90 metrów wysokości, a na sam jej szczyt prowadzą kręte schody, otoczone grubym na trzy metry murem. Z góry rozpościera się widok na panoramę Wrocławia, widać Odrę, rynek oraz uliczki wokół centrum, jak również dalsze rejony miasta w tym wieżowiec Sky Tower, katedrę na Ostrowie Tumskim czy gmach Uniwersytetu Wrocławskiego.

wroclaw-12-powodow-zeby-tu-zamieszkac

Wrocław z lotu ptaka można zobaczyć również z wież kościoła św. Marii Magdaleny, a dokładniej z Mostu Pokutnic. To ciekawe miejsce – jedyny most we Wrocławiu, który nie znajduje się nad wodą, a między dwiema wieżami, 45 metrów nad ziemią. Widok z góry jest nieco gorszy, niż z wieży kościoła Garnizonowego, ale pewne braki nadrabia samo wnętrze kościoła oraz droga prowadząca na mostek.

Idąc do góry, mijamy stare komnaty, meble, rekwizyty przypominające o historii. Z samym mostem wiążą się również legendy mówiące, że palono na nim czarownice oraz nierządnice. Spacer w górę uruchamia więc wyobraźnię, a sam Most Pokutnic jest piękny, choć był wielokrotnie odbudowywany. Nie raz pochłonął go ogień, w trakcie II Wojny Światowej został zniszczony przez wybuch. W obecnej wersji został odbudowany dopiero na przełomie XX i XXI wieku.

fontanna-na-rynku-wroclaw-548x367_c

Stąpając twardo po ziemi nasz spacer rozpoczniemy  przy fontannie na zachodniej stronie Rynku. Zaraz koło fontanny na bruku zauważysz kwadrat wyznaczony innym rodzajem kostki. Wskazuje on miejsce, gdzie stała Waga Miejska. Z powstaniem Wagi wiąże się legenda.

„ Mieszkał we Wrocławiu bogaty i dobry kupiec. Miał liczną grupę uczniów. Z okazji Bożego Narodzenia dał im w prezencie nowe ubrania i buty. Dziś dzieci nie lubią otrzymywać ubrań na Gwiazdkę, ale w tamtych czasach mało kogo było stać na nowe ubranie. Uczniowie na co dzień nosili wielokrotnie przerabiane i cerowane stare spodnie i koszule, a wielu chodziło boso. Dlatego bardzo ucieszyli się z prezentu. Postanowili się odwdzięczyć jak potrafili. Ubrali się w nowe stroje i stanęli szpalerem u wejścia do kościoła, gdy ich mistrz z żoną udawali się na nabożeństwo. Nie wiedzieli ile kłopotu narobią swojemu mistrzowi. Rada Miejska oskarżyła kupca o obnoszenie się własnym bogactwem i za karę kazała wybudować Wagę Miejską.”

Po co Waga Miejska?

 Wyobraź sobie, że jesteś rolnikiem, który wyhodował zboże, zebrał je i przywiózł na wozie do miasta. Zapewne chciałbyś wiedzieć, ile go przywiozłeś, po to aby wiedzieć ile możesz dostać za nie pieniędzy. W dawnych czasach jednak nie było znanych nam dziś kilogramów (zostały wprowadzone w XIX wieku) tylko miary ustalone przez miasta.  Podstawową miarą był garniec. Niestety garniec garncowi nie równy i pojawiały się konflikty. Stąd nakazano, by w mieście był Dom Wagi, gdzie przechowywano wzór miary.

Rząd kamienic po jednej stronie placu nazywamy pierzeją. Za twoimi plecami jest zachodnia pierzeja zwana Stroną Siedmiu Elektorów – od nazwy jednej z kamienic. Wszystkie kamienice na Rynku miały swoje nazwy, zamiast numerów. Dzięki temu łatwiej było je rozpoznawać.

Pod numerem Rynek 2 znajdziesz kamienicę Pod Gryfami. Gdy spojrzysz wysoko w górę, zauważysz, że szczyt budynku ozdobiony jest licznymi dużymi zwierzętami. Czy wiesz, które z nich to gryfy? Gryf to mityczne zwierzę o łapach lwa, a głowie i skrzydłach orła. Miało ono zamieszkiwać wysokie góry i być bardzo niebezpieczne dla ludzi.

Kamienica numer 5, gdzie znajduje się Dwór Polski skrywa tajemnicę. Przyjrzyj się dokładnie oknom, a może ją odkryjesz. Jedno z okien nie jest prawdziwe, tylko …namalowane. Czy wiesz już które?

Kamienica pod Złotym Słońcem, pod numerem Rynek 6, ozdobiona jest uśmiechniętym otoczonym promieniami słońcem. Wejdź do środka, a znajdziesz się w pasażu, krytym szklanym dachem. Zajrzyj przez balustrady w dół. Zobaczysz mury stojących tutaj w XII wieku domów mieszczańskich oraz studnię.

Po co w domu studnia? W tamtych czasach nie było w domach bieżącej wody z kranu, trzeba ją było nosić z rzeki lub wyciągać z własnej studni. Oczywiście nie robili tego właściciele kamienicy tylko ich służący. Ciekawostką jest, że studnia ta oraz widoczne obok mury były kiedyś na poziomie ulicy. Jak to się stało, że są teraz w piwnicy? Być może trudno jest Ci w to uwierzyć, ale przez stulecia ludzie wyrzucali śmieci i wszelkie nieczystości na ulicę. W ten sposób poziom rynku się podniósł i tam, gdzie dawniej było pierwsze piętro musiano wybić drzwi wejściowe. Zaś studnia znalazła się w podziemiach. Podziemi jest z resztą więcej. Pod każdą kamienicą jest wiele pięter piwnic. Trzymano w nich jedzenie oraz pokruszony lód z rzeki. Dzięki temu piwnice służyły latem za lodówki. Znaleziska archeologów z kamienicy pod Złotym Słońcem pokazują też, że w piwnicach niektórych domów były też sejfy, gdzie trzymano pieniądze i kosztowności.

Koło Kamienicy pod Złotym Słońcem, znajduje się Kamienica pod Błękitnym Słońcem oraz Kamienica pod Siedmioma Elektorami. Kiedy do Wrocławia przyjeżdżali cesarze, te trzy kamienice łączono ze sobą przebijając przejścia między nimi. W ten sposób tworzono wielką wygodną rezydencję dla cesarskiego dworu. Gdy wyjeżdżali otwory zamurowywano.

Na rogu Rynku i placu Solnego znajduje się duży budynek banku, który nie pasuje do sąsiadujących  nim kamienic. Zbudowano go 80 lat temu w miejscu kilku wyburzonych domów. W owym czasie była moda na budynki wykonane z betonu, przypominające wieżowce. Dlatego budynek nie pasuje do otoczenia. Nie oznacza to jednak, że nie jest ciekawy. Gdy przyjrzysz się wejściu zobaczysz, że ozdobiony jest postaciami ludzi pracujących. Są oni w nietypowych pozach, bo udających styl rysunków z egipskich piramid.

Znajdź:

  • kota,
  • klucz,
  • koszyk,
  • skrzynkę pocztową,
  • kołyskę

 

Przy budynku jest również bankomat dla krasnoludków.

 

Pierzeja południowa Rynku zwana Pierzeją Złotego Pucharu również kryje ciekawe tajemnice. Pod numerem 22 znajdziesz Kamienicę Pod Złotym Dzbanem. Z kamienicą wiąże się legenda, która tłumaczy jej nazwę. Otóż w bardzo odległych czasach prasłowianie posiadali piękny złoty puchar, który miał magiczne właściwości. Dzięki niemu ludziom żyło się dobrze i dostatnio. Dzban jednak w zawierusze wojennej został rozbity, a jego fragment przekazywany był w pewnym rycerskim rodzie, który miał dom na Rynku we Wrocławiu. Dzięki temu maleńkim okruchowi rodzina żyła w bogactwie. Młody rycerz Zbyszko zakopał ten fragment w piwnicy swojego domu, zanim wybrał się na wojnę z Tatarami. Zginął w bitwie pod Legnicą, a razem z nim wiedza o tym, gdzie jest ukryty kawałek złotego dzbana. W jej podwórcu w średniowieczu stał browar i było wejście do tunelu, który biegnie do dziś pod Rynkiem, do Piwnicy Świdnickiej w Ratuszu. Dawniej służył do transportu beczek z piwem z browaru do karczmy, która była od wieków w Piwnicy Świdnickiej. Stąd zagadka, która wykorzystywana była w XVII wiecznym quizie: „gdzie we Wrocławiu wóz nad wozem przejeżdżać może?” Od ponad 100 lat kamienica ma już inne przeznaczenie, sprzedawane są w niej pyszne słodkości. Jeżeli chcecie zobaczyć początkowy odcinek tunelu wystarczy zejść do podziemnej części mieszczącej się w kamienicy kawiarni.

 

Kamienicę pod Złotym Pucharem znajdziecie pod numerem 26/27/28. Dlaczego taki dziwny numer? Otóż bogaci wrocławianie kupowali kilka budynków i łączyli je w jeden wielki. Tak było też w przypadku tej kamienicy. Nad wejściem z łatwością znajdziesz pierwszy złoty puchar, ale czy znajdziesz też drugi?

Plac służył nie tylko kupcom. Po wschodniej stronie Rynku  koło Ratusza znajdziesz pręgierz, do którego przywiązywano osoby, które coś nabroiły.

Przy pręgierzu wykonywano karę chłosty. Czasami kara polegała tylko na byciu przywiązanym do pręgierza lub przykutym za pomocą kajdan w dość niewygodnej pozycji. Dodatkową karą było rzucanie zgniłym jedzeniem, a nawet kulkami końskiego łajna przez zgromadzonych na placu ludzi. Za co stawiano przy pręgierzu? Głównie za pijaństwo, chuligaństwo i awantury. W innym miejscu Rynku stała w XVI wieku żelazna klatka zwana klatką błaznów. Zamykano w niej osoby, które się źle zachowywały. Jedną z osób, które tam trafiły była kobieta, która chodziła po Rynku w …spodniach! W tamtych czasach kobietom nie wolno było zakładać stroju uważanego za męski.

 

Wschodnia pierzeja Rynku zwana jest Stroną Zielonej Rury. W  jej połowie odchodzi niewielka uliczka Kurzy Targ, gdzie pod numerem 5 znajdziesz kamienne, łukowate przejście. Spójrz na szczyt przejścia. Znajdziesz tam dość dziwną datę oraz znaczek złożony z kilku kresek. Znaczek ten to gmerk – w ten sposób podpisywali się mistrzowie kamieniarscy pod swoimi dziełami. Kiedy mistrz ten postanowił się pochwalić swoją robotą? Czy umiesz przeczytać datę? Trudność stanowi dziwna cyfra przypominająca przeciętą u dołu cyfrę 8. W ten sposób zapisywano kiedyś cyfrę 4.

 

W sąsiednim budynku znajdziesz Muzeum Farmacji, gdzie wśród czaszek i bulgoczących mikstur można dowiedzieć się czym parali się alchemicy. Zaś na piętrach kamienicy znaleźć można śmiesznego gada do produkcji korków, tajemniczą dziurę w podłodze, wagi, mikroskopy i dziesiątki małych szufladek. W budynku tym od XIII wieku do połowy XX była apteka!

 

Na rogu Rynku i ulicy Wita Stwosza jest Kamienica pod Złotym Psem. Nie trudno ją rozpoznać, gdyż nad wejściem znajdziesz płaskorzeźbę złotego psa. Kamienica ta została tak mocno uszkodzona podczas II Wojny Światowej, że rozebrano ją po wojnie. To co dziś widzimy to rekonstrukcja na podstawie zachowanych zdjęć i obrazów.

Bardzo słodką nazwę ma północna strona Rynku – Targ Łakoci. W średniowieczu handlowano tutaj słodyczami i pieczywem. Pod numerem 44 znajdziesz Kamienicę pod Złotym Jeleniem, ale to nie jedyna złota kamienica z tej strony Rynku.

Na środku Rynku stoi niezwykłej piękności budynek Starego Ratusza, który kryje tyle tajemnic i opowiada tak ciekawe historie, że poznamy go podczas kolejnej wycieczki, na którą już teraz zapraszam.

Informacje do trasy zaczerpnęłam częściowo z książki „Wrocław, jakiego nie znacie”, autorstwa Wojciecha Chądzyńskiego, którą polecam wszystkim miłośnikom naszego miasta.

Panorama Racławicka ze Spocoloco Hostelem

Panorama Racławicka ze Spocoloco Hostelem

Będąc we Wrocławiu nie można nie zobaczyć Panoramy Racławickiej. To jedno z najważniejszych i najwspanialszych dzieł dziewiętnastowiecznej kultury masowej.

p1

Panorama Racławicka jest obrazem, który przedstawia Bitwę pod Racławicami. Nie jest to jednak obraz taki, jak wszystkie inne. Panorama Racławicka ma aż 114 metrów długości i 15 metrów wysokości! Dzieło powstało w latach 1893-1894 we Lwowie. Jego stworzenie uczciło setną rocznicę Powstania Kościuszkowskiego (1794). Głównym artystą, który stworzył to imponujące malowidło był Jan Styka – malarz pochodzący we Lwowa. Styka był również pomysłodawcą powstania dzieła. Oprócz niego w pracach nad Panoramą Racławicką brali udział również: Wojciech Kossak, Tadeusz Popiela, Teodor Axentowicz, Włodzimierz Tetmajer i inni.

p2

Co bardzo ciekawe, kiedy patrzy się na Panoramę Racławicką można odnieść wrażenie, że obraz powstał współcześnie, a do jego stworzenia użyto nowoczesnej technologii. Wszystko za sprawą niezwykłej panoramy, gry świateł i wielowymiarowości dzieła.

Historia

Po II wojnie światowej obraz trafił do Wrocławia. Przez długie lata nie był on dostępny dla szerokiej publiczności i zbierał kurz, leżąc w magazynach. Taki stan rzeczy był spowodowany względami politycznymi i aktualną sytuacją w Polsce. W końcu, głównym tematem Panoramy Racławickiej jest sromotna przegrana Rosjan z Polakami. Nikt nie chciał narażać się władzom rosyjskim, pokazując obraz szerszemu gronu odbiorców.

p3

Wszystko zmieniło się w latach 60., kiedy to zdecydowano o wybudowaniu specjalnej kopuły, przeznaczonej dla Panoramy Racławickiej. Mimo to ekspozycję obrazu z roku na rok odkładano, a w 1980 roku wywieziono go do Warszawy, aby tam zaprezentować panoramę szerszej publiczności. Z tych planów również nic nie wyszło. Dzieło wróciło do Wrocławia, a dla oglądających jest dostępne od 1985 roku.

p4

Panorama Racławicka zachwyca polityków, władców i najznamienitsze osobistości z całego świata. Aby obejrzeć obraz do Wrocławia przyjechała holenderska królowa Beatrycze, papież Jan Paweł II, a także… premier Chin Zhao Ziyang. Co ciekawe, już 2 lata później w Chinach pojawiła się pierwsza, jeszcze większa od polskiej panorama, uwieczniająca zwycięstwo komunistów nad wojskami Kuomintangu w 1948 r. Chińska panorama zrobiła na mieszkańcach takie wrażenie, że w ciągu kolejnych kilku lat powstało kilkanaście tego typu dzieł.

Ciekawostki

Obraz namalowany jest na płótnie żeglowym, które zostało sprowadzone w piętnastu kawałkach aż z Belgii. Kiedy płótno dotarło do Lwowa, zostało zszyte i rozpięte na specjalnym, stalowym rusztowaniu sprowadzonym z Wiednia. Do jego zagruntowania użyto 750 kg farby.

p5

Nie tylko Panorama

p6

Obraz wystawiany jest obecnie w specjalnie zbudowanej rotundzie – muzeum Panorama Racławicka we Wrocławiu. Oprócz samego obrazu w muzeum znajdziemy jeszcze inne rzeczy do zobaczenia. Np. w pomieszczeniu zwanym Mała rotunda znajduje się plastyczna mapa terenu pokazująca jak wyglądał topograficzny układ na obszarze, na którym odbywała się bitwa racławicka. Wokół tej instalacji znajduje się niewielka wystawa figurek prezentujących mundury polskich i rosyjskich żołnierzy z epoki. Przedsionek to kolejna ekspozycja, tutaj zobaczyć można szkice i projekt planu wielkiego dzieła.

 

Mosty Wrocławia

Mosty Wrocławia

Wrocław ‘Wenecja Północy”

Wrocław ma najwięcej mostów w Polsce. W Europie wyprzedzają nas Wenecja, Amsterdam, Hamburg czy Petersburg. Ale na całym kontynencie i tak jesteśmy pod tym względem w pierwszej dziesiątce. Na którym dokładnie miejscu? Nie wiadomo, bo nawet znawcy tematu nie są zgodni, ile tak naprawdę mostów mamy w mieście.

Most rędziński

Duma Wrocławia na wysokości 122 metrów

Most Rędziński to jedno z najatrakcyjniejszych miejsc Wrocławia. Już z daleka przyciąga uwagę. To największa przeprawa w Polsce – ma 1742 metry (o 30 metrów więcej niż most Solidarności na Wiśle w Płocku), a pylon, na którym jest podwieszony ma 122 metry (to osiem metrów wyżej niż taras widokowy Pałacu Kultury i Nauki).

500 kilogramów miłości na Moście Tumskim

 most-tumski-klodki1

Uginający się pod ciężarem miłości słynny Most Tumski jest turystyczną wizytówką i jednym z najbardziej romantycznych miejsc we Wrocławiu. Jak szacują specjaliści tysiące kłódek z inicjałami zakochanych przypinanych przez pary do zabytkowych, stalowych przęseł waży aż 500 kilogramów.  To współcześnie – warto jednak przypomnieć, że pierwsze wzmianki o nieco lżejszej, bo drewnianej przeprawie łączącej dawny Ostrów Tumski z Wyspą Piasek sięgają XII wieku i wiążą się z budową romańskiej katedry. Most był jednocześnie granicą jurydsykcji państwa kościelnego, o czym przypominał słup graniczny oraz herb Czech i Biskupstwa. Oświetlany latarniami gazowymi Most Miłości był także świadkiem krwawej historii,  na niektórych jego elementach wciąż można  spotkać ślady ostrzału z czasów oblężenia Festung Breslau w 1945r., jednej z ostatnich bitew II wojny światowej.

Na brzegu, tuż przy wejściu na most od strony Wyspy, od 1983r. stoją dwie neogotyckie figury – patronki Śląska św. Jadwigi i św. Jana Chrziciela, obie rzeźby są dłuta wrocławskiego artysty Gustawa Grunenberga.

most oławski

Neobarokowy Oławski. Prawie jak w Rzymie

Kilka wieków temu była tu tylko skromna, drewniana kładka, prowadząca na pastwiska leżące w widłach Odry i Oławy. Jak mówią źródła, wykorzystywali ją głównie tkacze walońscy, zamieszkujący pobliską część Przedmieścia Oławskiego, nazywaną od patrona tutejszego kościoła “St. Moritz”. Stąd pochodzi także pierwotna nazwa obecnie istniejącej budowli – Most Maurycego (Mauritusbrücke).

Zbudowano go w latach 1882-1883 r. według projektu  Aleksandra Kaumanna i jego współpracowników, inżynierów Egera i Reichelta. Jest przypominającą nastrojowe mosty Rzymu i Paryża konstrukcją łukową z kamiennymi, granitowymi podporami, filarami i przyczólkami. Most dekorują ażurowe, tralkowe balustrady i neobarokowe płaskorzeźby przedstawiające postacie mitologiczne, syreny i trytony oraz sceny związane z wodą i jej  żywiołem. Spacerujących oświetlają żeliwne latarnie gazowe zrekonstruowane na podstawie zachowanych oryginalnych rycin z 1885r. Tuż obok mostu znajduje się port rzeczny “Ujście Oławy”, jeden z najstarszych we Wrocławiu.

SONY DSC

Most Grunwaldzki

Jest jednym z najważniejszych symboli Wrocławia. Codziennie przejeżdżają nim dziesiątki tysięcy ludzi. Przez lata obrósł legendami – o samobójstwie konstruktora, o próbach wysadzenia pod koniec wojny, o locie pod jego przęsłami. Co tak naprawdę wiąże się z historią Mostu Grunwaldzkiego?

Powstał tuż przed I Wojną Światową, jeszcze jako Most Cesarski. Nic więc dziwnego, że na otwarciu zjawił się sam cesarz Wilhelm II. Miał łączyć centrum Wrocławia z nowymi osiedlami na północnym wschodzie miasta. Był i jest najważniejszym punktem osi, którą dziś wyznacza ulica Plac Grunwaldzki.

Przez lata doczekał się nazw Most Wolności, znowu Most Cesarski, aż wreszcie – już po roku 1945 – Most Grunwaldzki. Tak zostało też po 1989 roku. Do dzisiaj jest jednym z głównych mostów Wrocławia, który ma bogatą historię.

Samobójstwo, którego nie było

Już same początki Mostu Grunwaldzkiego otaczają legendy. Most ma pionierską konstrukcję – to jeden z pierwszych mostów wiszących w tym rejonie. Tuż przed jego otwarciem, główny architekt miał dopatrzyć się błędów w obliczeniach. Uważał, że most nie nadaje się do użytku, bo nie wytrzyma obciążenia przebywających na nim ludzi. Oczywiście, jak to zwykle w takich historiach bywa, nikt go nie słuchał i wszyscy zbywali jego obawy śmiechem. Nikt inny błędów się nie doszukał.

Zrozpaczony architekt, nie chcąc odpowiadać za śmierć setek ludzi powiesił się na własnej konstrukcji na dzień przed otwarciem mostu. Jeszcze wcześniej do Odry miał rzucić się jeden z konstruktorów, również przerażony tym, że most nie wytrzyma obciążenia i nie nadaje się do użytku. Sam most, za nic mając lęki, które doprowadziły do tragedii, „wisi” do dziś.

Historia jest o tyle wzruszająca, co nieprawdziwa. Architektem mostu był Richard Plüddemann. Był on wybitnym architektem, który przez 25 lat pełnił we Wrocławiu funkcję miejskiego radcy budowlanego do spraw architektury i budownictwa naziemnego. Most Grunwaldzki miał być zwieńczeniem jego kariery. Zaprojektował go mając ponad 60 lat. Jeszcze w trakcie prac z racji podeszłego wieku przeszedł na emeryturę. Na krótko przed otwarciem mostu zachorował i zmarł nie oglądając otwarcia swojego dzieła. Być może tutaj należy szukać źródeł romantycznej legendy.

Co więcej, Grunwald nie był wcale taki pionierski. Mniejszy most, ale podobnej konstrukcji, postawiono w Ozimku w województwie opolskim, ponad 70 lat przed tym we Wrocławiu. Twórcy Mostu Grunwaldzkiego doskonale wiedzieli o tym z Ozimka. Tamten również sprawnie funkcjonuje do dziś.

Tylko jeden samolot

Rzeczywistych tragedii Most Grunwaldzki był świadkiem pod koniec II Wojny Światowej. W lutym 1945 roku rozpoczęło się wysiedlanie ludności z Wrocławia. Mniej więcej w tym samym czasie rozpoczęto budowę lotniska polowego. Ponoć o jego powstaniu zdecydował sam Adolf Hitler.

Pas startowy miał się ciągnąć na dystansie 1,3 kilometra – od Mostu Szczytnickiego pod Grunwaldzki. Szerokość wynosiła 300 metrów. Całą tą część miasta zrównano z ziemią. Przy wyrównywaniu terenu pracowali więźniowie i mieszkańcy Wrocławia. W czasie prac zginęło około 13 tysięcy osób.

Sam most miał zostać wysadzony, aby nie utrudniać startu samolotów. Przeszkodziły w tym jednak rosyjskie naloty. W efekcie wyburzono jedynie wieżyczki mostu, które mogły uniemożliwić korzystanie z lotniska większym maszynom.

Efekt całego przedsięwzięcia był mizerny. 13 tysięcy poległych, zrównanie z ziemią całego kwartału miasta, uszkodzenie Mostu Grunwaldzkiego i plany jego zburzenia były ceną za start… jednego samolotu. Dokładnie małej, jednosilnikowej awionetki Fieseler Fi 156 Storc (Biocian), która do startu potrzebuje pasa o długości 25-30 metrów. W nocy z 5 na 6 maja, czyli tuż przed kapitulacją miasta, uciekał nią gauleiter Dolnego Śląska, Karl Hanke.

Róże pod mostem

Również po II Wojnie Światowej Most Grunwaldzki był bohaterem niezwykłych i niebezpiecznych historii. Podobno na początku lat 50. pod mostem przeleciał samolot. Według książki Akta W, cała sprawa miała miejsce w maju 1951 lub 1952. Samolot miał nadlecieć od strony Politechniki, dosłownie „przytulić się” do Odry, zniknąć pod mostem i pojawić się z drugiej strony.

W całej historii dominują słowa „rzekomo”, „podobno” i „prawdopodobnie”. Rzekomo miał to być polski, jednosilnikowy dwupłatowiec CSS – 13, czechosłowacki Zlin przystosowany do lotów akrobatycznych, albo nawet poniemiecki Focke–Wulf Fw–44 Stieglizt, czyli szkolny Szczygieł, produkowany jeszcze w latach 30. Podobno dokonał tego słynny polski pilot Stanisław Maksymowicz. Znający go lotnicy twierdzą, że jeżeli ktoś mógł wpaść na tak szalony pomysł, to tylko Maksym.

Prawdopodobnie dokonał tego, żeby zaimponować swojej dziewczynie Magdzie. Sam zainteresowany zbywa pytania o to wydarzenie twierdząc, że wielu pilotów latało pod mostami. Temu, że przeleciał pod Grunwaldzkim, nigdy jednak nie zaprzeczył.

Nie jest to jednak jedyny numer Maksymowicza związany z okolicami wrocławskiego Grunwaldu. Podczas tak zwanego Zlotu Grunwaldzkiego miał zrzucić na Władysława Gomułkę róże. Dziwnym trafem na pierwszego sekretarza spadły pokrzywy związane drutem, zaś płatki róż wylądowały w basenie, gdzie trenowała Magda, przyszła żona Maksymowicza.

Położony w pobliżu Hali Stulecia, Ogrodu Japońskiego i największego w Polsce Zoo wrocławski Most Zwierzyniecki powstał jako drewniana pzeprawa jeszcze w 1655r. Nową, żelazną konstrukcję z końca XIX wieku zdobi pamiątkowa tablica z brązu z napisem:

“Drewniany spoczywałem długie stulecia ponad leniwymi wodami.Teraz z żelaza i kamienia zdobię żeglowny szlak”.

Most nazywano też Ceglanym lub Przepustkowym. Tę ostatnią wizytówkę zawdzięcza epidemii dżumy w 1704r. podczas której ustawiono na moście punkt kontroli przepustek uprawniających do przekraczania granic miasta. Zdobiony czterema secesyjnymi obeliskami Zwierzyniec oświetlany nocą stylowymi latarniami zagrał też w filmie “Hiszpanka” Łukasza Barczyka o Powstaniu Wielkopolskim

most piaskowy

Most Piaskowy

Piewsze wzmianki o niej sięgają początków XII wieku.Drewniany most w kratę z jedym zwodzonym przęsłem i wieżą obronną z gliny prowadził do Kościoła Najświętszej Marii Panny i znajdował się pod opieką mnichów,którzy przybywających z Czech i Włoch handlowców pobierali  myto. Przy “Pons ad Virginem Maria in Arena” przecinały się dwa międzynarodowe szlaki handlowe, w okolicy powstawały karczmy i domy dla kupców pokonujących Bursztynowy Szlak.

W 1861 r. w miejscu drewnianego mostu Piaskowego zbudowano według projektu Ernesta Ubera żelazny most z gęstym, podwójnym kratowaniem. Przypominał starszego o kilkanaście lat poprzednika: pierwszy tego typu most wzniesiony na Kanale Królewskim pomiędzy Anglią a Szkocją. Wrocławski most został wykonany we Wrocławskiej Wytwórni Konstrukcji Stalowych.

most uniwersytecki

Mosty Młyńskie i Uniwersyteckie: dwa w jednym

“Tu spogląda już cesarski zamek na szerokie zwierciadło wód. Tu przekracza całą szerokość rzeki most, ku któremu zbiegają się drogi z trzech starych bram. Mostu broni pośrodku, jak zawsze, basteja wzniesiona na palach oraz część zwodzona. Sam most zbudowany jest z silnych belek dębowych. Nie ma w tym kraju lepszego” – pisał o starych mostach uniwersyteckich M. Bartłomiej Stenus w 1512 r. w “Descripcio totius Silesie et civitatis regie Vratislaviensis”

Wtedy drewniana budowla nosiła jeszcze  nazwę Pons Viadri, czyli mostu Odrzańskiego. Potem pojawiały się także w literaturze nazwy Most Środkowy czy Lange Brücke – Most Długi.  W 1867r. dobrze znany Wrocławianom architekt Ferdinand Alexander Kaumann postanowił wybudować most wzmacniany kamiennymi podporami ze stalowych przęseł. W takim kształcie mosty przetrwały 66 lat. Mosty Uniwersyteckie zostały dośc mocno uszkodzone podczas II wojny światowej.

Przenieśmy się teraz na mosty młyńskie. Dwunastowieczny drewniany poprzednik obecnego podwójnego stalowego Mostu Młyńskiego łączącego Wyspę Piaskową z Młyńską znajdował się dokładnie w tym samym miejscu.W 1512r. Bartłomiej Stenus opisywał:

„Z tej wyspy wiodą dwa mosty. Jeden biegnie na północ długim ciągiem przez wyspy, na których stoją młyny, poprzez cały teren zalewany przez Odrę aż do drugiego brzegu. Most ten jest uzbrojony w dwie basteje zbudowane z belek, oblepione gliną. Przed każdą z nich zamyka przejście most zwodzony. Przez drugi, krótszy most prowadzi wąska uliczka na Wyspę św. Jana, czyli Tumską. Jeśli się jednak idzie na drugą stronę, to trafia się na długą groblę przeciwpowodziową, aż do klasztoru…”

_most-bartoszowicki

Wąski most Bartoszowicki

 

Jest najwęższym mostem Wrocławia liczącym zaledwie 5,5 metra szerokości. Powstał w latach 1913 -1917, kiedy we Wrocławiu budowano kanał powodziowy i żeglugowy. Stalowa, podświetlana po zmierzchu zabytkowa konstrukcja odrestaurowana po powodzi tysiąclecia ma 110 metrów.

Hala Stulecia , Pergola oraz Ogród Japoński

Hala Stulecia , Pergola oraz Ogród Japoński

Hala Stulecia

halaludowa

Powszechnie uznawana jest za jedno z najważniejszych dzieł w architekturze światowej XX wieku.

Znajduje się we wschodniej części miasta na miejscu dawnej osady, zwanej Starymi Szczytnikami. W XVII wieku te tereny zakupił książę Hohenlohe-Ingelfingen. Tam urządził swoją letnią rezydencję z ogrodem, który częściowo udostępnił mieszkańcom Wrocławia.Po licytacji dóbr księcia w 1815 roku pastwiska między starymi Szczytnikami a wsią Dąbie dzierżawił Śląskie Towarzystwo Wyscigów Konnych. Pod koniec XIX  wieku teren toru wyścigów konnych  okazał się najbardziej atrakcyjnym na lokalizację budowli, które służyłyby celom wystawienniczym. Tereny wystawowe w tym miejscu utworzono w 1913 roku w związku z Wystawą Stulecia. Okazją do organizacji wystawy stała się setna rocznica wydania przez kóla Wilhelma II antynapoleońskiej odezwy do narodu niemieckiego i rocznica bitwy narodów pod Lipskiem. Głównym obiektem wystawy stulecia miała  być hala.  Autorem projektu był Max Berg, powołany na stanowisko architekta miasta. Hala to budowla modernistyczna o nowatorskiej konstrukcji opartej na żelbetowych łukach i kopule o wysokości 23m i rozpiętości 65m. Tu zamontowano największe wówczas  na świecie organy. Ceremonię otwarcia uświetniła inscenizacja dramatu Gerharta Hauptmanna. Poza Halą  w ramach wystawy powstały inne obiekty: Pawilon Czterech Kopuł i Pergola, oba autorstwa Hansa Poelziga.  Ponadto wystawie  towarzyszyła wystawa sztuki ogrodowej, której jedną z ekspozycji był Ogród Japoński i Wystawa Sztuki Cmentarnej, z której pochodzi drewniany kościóółek, przeniesiony do Wrocławia z Kędzierzyna – Koźla
Po II wojnie światowej wielkim wydarzeniem stała się Wystawa Ziem Odzyskanych w 1948 roku, której pozostałością jest iglica projektu Stanisława Hempla. W tym samym roku w Hali gościli uczestnicy Światowego Kongresu Intelektualistów.
Do dziś Hala służy wielkim wydarzeniom kulturalnym i sportowym. Tu odbywaja się koncerty, targi, wystawy. Dodatkową atrakcją jest fontanna multimedialna.

Pergola

pergola

Pergola we Wrocławiu – ma kształt połowy elipsy, została wybudowana na początku XX wieku wokół sztucznego (również pół-eliptycznego) stawu z fontanną na terenach wystawowych we wschodniej części Wrocławia. Wystawa Stulecia, planowana w stulecie zwycięskiej dla Prus bitwy pod Lipskiem (1813) była częścią obchodów upamiętniających wzrost znaczenia państwa pruskiego w Europie.

Pergolę umiejscowiono w pobliżu Hali Ludowej wraz z innymi obiektami towarzyszącymi (m.in. Pawilonem Czterech Kopuł). Zaprojektowana przez Hansa Poelziga jako dwa rzędy słupów z nietynkowanego żelbetu zwieńczone kratą, na której płoży się winorośl, wstępnie zatwierdzona do realizacji 31 sierpnia 1912. Później przeprojektowana (zwiększono jej wysokość z 4,3 do 4,6 metra, a całość wydłużono do 1500 metrów); w wyniku przetargu realizację powierzono firmie Pfeffer Pringsheim & Co; prace budowlane ukończone zostały w lutym 1913, w marcu alejkę pokryto żwirem i obsadzono słupy winoroślą.

POKAZY WROCŁAWSKIEJ FONTANNY

1922742

Wrocławska Fontanna jest jedną z największych atrakcji na turystycznej mapie Wrocławia. W każdym sezonie wodne pokazy podziwiają tysiące turystów z kraju i zagranicy. Usytuowana w malowniczym krajobrazie Parku Szczytnickiego, przy historycznym kompleksie Hali Stulecia oraz Wrocławskim Centrum Kongresowym. W jej najbliższym sąsiedztwie znajdują się także m.in. orientalny Ogród Japoński, Przystań Zwierzyniecka oraz Ogród Zoologiczny z Afrykarium. Pergola otaczająca multimedialną instalację jest jednym z najchętniej odwiedzanych zielonych obszarów tej części miasta.

  • W sezonie letnim (maj-październik) pokazy dzienne prezentowane są codziennie od 10:00 do 17:00. Pokazy wieczorne rozpoczynają się od 18:00 i trwają do 22:00. Wodnym widowiskom towarzyszy muzyka klasyczna ,współczesna, pop oraz ambient. Weekendy oraz święta są okazją do podziwiania specjalnych pokazów fontanny. Wodne widowisko zsynchronizowane jest ze starannie dobraną muzyką, spektakularnym oświetleniem oraz multimedialnymi animacjomi dając niesamowite wrażenie artystyczne.
  • W sezonie zimowym (listopad-marzec) niecka fontanny oraz jej najbliższe otoczenie zagospodarowane są przez lodowisko oraz zimową odsłonę fontanny. Tafla lodowiska o powierzchni 900m2 usytuowana  jest na Pergoli pomiędzy budynkiem Wrocławskiego Centrum Kongresowego a niecką Fontanny Multimedialnej. Oprawa atrakcji jest o tyle wyjątkowa, że w godzinach popołudniowych po zapadnięciu zmroku program muzyczny na lodzie zsynchronizowany jest z programem unikatowej Zimowej Fontanny, która tworzy niespotykany dotąd klimat wrocławskiej Pergoli.

Ogród Japoński

ogrod japoński

Park znajduje się we wschodniej części miasta, położony między starą Odrą a ul. Wróblewskiego, Kopernika, Mickiewicza, Paderewskiego i Różyckiego. Jeden z największych parków Wrocławia, park krajobrazowy o dużych walorach kompozycyjnych i dendrologicznych, zajmuje powierzchnię ok. 100 ha. Główną atrakcją parku jest powstały w 1913 r., a później wielokrotnie odbudowywany Ogród Japoński. Przygotowany i urządzony przez największego wówczas japonistę – entuzjastę, hrabiego Fritza von Hochberga, przy udziale japońskiego ogrodnika Mankichi Arai – był perłą wystawy. Po ekspozycji zabrano jednak liczne, wypożyczone na czas wystawy, detale (decydujące o japońskości założenia ogrodu). Od 1996 r. rozpoczęto prace rewaloryzacyjne przy udziale specjalistów japońskich z miasta Nagoya (ogrodników, architektów aranżacji kamiennych, architektów ogrodów itd.). Dzięki obecności japońskich specjalistów wszystkie projekty i prace, do najdrobniejszych szczegółów, odpowiadają oryginalnej japońskiej sztuce ogrodowej. Ogród, nawiązując do założeń historycznych z roku 1913, uzyskał jednocześnie wiele zupełnie nowych elementów nadających mu charakter rzeczywiście zgodny z zasadami japońskiej sztuki ogrodowej. Dawną kaskadę przebudowano na kaskadę „męską”, o szybko spadającej kurtynie wody. Wybudowano też drugą kaskadę „żeńską” wolno płynącą, o dwóch stopniach pośrednich. Woda z obu kaskad płynie do stawu o bardzo urozmaiconej linii brzegowej.

Do ogrodu prowadzi ozdobna brama główna i szeroka aleja kierująca zwiedzających do centralnej części i jednocześnie największej atrakcji ogrodu – pięknego, zwieńczonego ozdobnym dachem mostu spinającego dwa brzegi stawu. Ogród zyskał też, między innymi: nową wyspę, kamienne latarnie oraz dodatkowe ścieżki pozwalające zbliżyć się do stawu i podziwiać widoki z samego brzegu.

Kolejną atrakcją jest część południowa ogrodu nawiązująca do japońskich ogrodów przydomowych, z domkiem – pawilonem typu Sukija oraz strzyżonymi żywopłotami i fragmentem ogrodu kamienno – trawiastego.